Może coś robię źle? Może gdzieś na samym początku przyjęłam zły tok myślenia i tak sobie trwonię czas do dnia dzisiejszego? A może ta klasa maturalna wcale nie jest istnym kamieniołomem, tylko po prostu skupianiem się na konkretnych przedmiotach w większym stopniu niż dotychczas? Mam taką nadzieję, bo naprawdę nie jest tak źle, jak zapowiadali.
Minął sobie wrzesień, październik. Nie było dużo nauki, raczej "wkręcanie się w szkolny wir". Listopad? Smutny, leniwy. Grudzień świąteczno-końcowosemestralny. Styczeń to już totalnie podporządkowany próbom poloneza, załatwianiem studniówkowych spraw. Tak się ładnie złożyło, że bal maturalny rozpoczynał mojej szkole ferie. I się zaczęło.
Trudno uwierzyć, ale do ostatniej chwili się wahałam czy w ogóle iść. Nikt o tym nie wiedział, bo aż mi było głupio o tym mówić, kiedy wszystko czekało w gotowości. Ok, może nie do ostatniej chwili, ale do ostatniego tygodnia. Krótka rozmowa z Kasią po WOŚP-ie i byłam nieco spokojniejsza. Oczywiście kto się pomylił podczas poloneza? No kto? No oczywiście, że Ziółkowska.
Pomimo za długiej sukienki, spadających kolczyków... Wytańczyłam się za wszystkie czasy, wyśmiałam się za wszystkie czasy, poznałam kilkoro nowych ludzi, zgromadziłam prześwietne wspomnienia, które - mam nadzieję - zostaną ze mną jak najdłużej. Jedna tylko sprawa męczy mnie do dzisiaj, śmieszy w sumie, bo nie wiem, o co chodzi, ale ja się dowiem. Najwyżej zapytam wprost. O!
O poprawinach mogę powiedzieć tylko jedno - za ślisko.
Ale studniówka była i minęła. Przede mną były dwa tygodnie lenistwa. Obiecywałam sobie, że przysiądę i się pouczę. I tu Cię drogi Czytelniku zaskoczę - tak, spełniłam swoje oczekiwania. Nie w całości, ale w jakimś stopniu owszem. Sęk w tym, że nie samą nauką człowiek żyje. Weekend dzielący ferie na pół był bardzo, bardzo... wyczerpujący. A niedziela była najlepsza. Z najlepszymi. W najlepszy sposób. Z tego miejsca pozdrawiam Cię, Mamo :) Cieszę się, że za jedyne straty uznajesz brudną podłogę. Mam nadzieję, że tak pozostanie. Jedno jest pewne - trzeba taką niedzielę powtórzyć. I spalskie coś też. W ogóle czemu tak mi się nagle zebrało w tym roku na... integrację? Akurat teraz! Cóż, w takim razie trzeba będzie stawić temu czoła i wieść życie, za motto mając "czym się strułeś, tym się lecz"!
I tak się skończyły ferie. Byle te moje mentalne ferie też się wkrótce skończyły, bo maturka sama się nie pociśnie.
TERAZ CHCIAŁABYM WCALE NIEWYMUSZENIE POZDROWIĆ KRISA :*
Dziękuję, dobranoc, geografia.
Ściskam,
A.
Są pozdrowionka więc... BARDZO FAJNY BLOG, CZYTAM GO CODZIENNIE, POLECAM WSZYSTKIM.
OdpowiedzUsuńDobrze mieć wiernych fanów <3
UsuńTeż przez jakiś moment wahałam się czy iść na studniówkę i również nie żałuje :) Jednak to jest impreza , którą każdy powinien przeżyć :D Co do matury to chociaż ferie skończył się w poniedziałek , ja czuje się jakby nadal trwały haha a w szkole już nas cisną (polonistka na każdej lekcji włącza nam przez projektor zegar maturalny i straszy nas tym jak mało czasu do matury zostało eh.. ) :P
OdpowiedzUsuńnam z kolei mówią jacy jesteśmy beznadziejni i grożą że nie dopuszczą do egzaminów- nawet specjalny apel z tej okazji mieliśmy.
Usuńpo 3 dniach mam dosyć i jutro nie zamierzam wytknąć nosa spoza kołdry.
Nam wszyscy mówili, że jesteśmy beznadziejnym rocznikiem i nie zdamy, a wszyscy i każdy z osobna mieli świetne wyniki, więc powodzenia w nauce (:
OdpowiedzUsuńMatura nie taka straszna jak ją malują!
Mojej klasie też tak mówią (pozdrawiam Was, migowcy :D), ale wiem, że niejeden jak się zepnie, to da radę bardzo dobrze :)
UsuńMatury się przestraszę tak na poważnie, jak wywieszą listy od ustnych... 88 dni! :(
U nas niestety jest inaczej. Bardzo dużo nauki i straszenia, że nikt nie zda. Przyszła pierwsza próba, później druga - no i nie jest tak źle. Bardzo fajny blog, dodaję go do ulubionych u siebie na blogu (:
OdpowiedzUsuńTrzeba się wzajemnie wspierać i będzie dobrze :) Dziękuję za miłe słowa :)
UsuńPozdrawiam, A.
Uroczo wyglądałaś! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! Wstawiłabym zdjęcie z partnerem, ale nie wiem, czy mogę haha :)
Usuń