Jestem dzisiaj jakaś nie do życia. Pewnie dlatego, że zaraz po przyjściu do domu zasnęłam na siedząco, budząc się przed 18:00. Słyszałam, że najlepiej działają te drzemki, które mają miejsce w okolicach godziny piętnastej. Niestety cały tydzień choroby rozstroił mój zegar biologiczny i mając próbne matury, ledwo udaje mi się zasnąć przed drugą w nocy. Jedno jest niezmienne - nadal bywam niekonsekwentna, o czym świadczyć może brak wczorajszego wpisu, dotyczącego wyzwania. Dlatego dziś małe combo.
2. Your Christmas wish list
Ach, to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Najbardziej, najbardziej, najbardziej całym sercem pragnę książki Kiedyś byliśmy piękni Bon Jovi. Bardzo! Następnie w kolejce "stoją" perfumy DKNY Be Delicious - zielone jabłuszko. Pachną cudownie i nie mogę sobie wybaczyć, że uciekła mi sprzed nosa super promocja w Douglasie. Co więcej? Chyba nie mam pojęcia. Reszta to małe pierdółki pokroju pędzli, kosmetyków czy książek. Mimo wszystko liczę na to, że największym prezentem będzie ten od losu - rodzinna atmosfera, zdrowie i szczęście.
3. When/ how did you learn that Santa wasn't real?
Powinnam teraz napisać to słynne pytanie: TO MIKOŁAJA NIE MA?! Tadaaa! Nie ma, jestem tego świadoma od około dziesięciu lat. Nie kojarzę dokładnie roku (na pewno było to w którejś z klas 1-3 szkoły podstawowej), ale okoliczności pamiętam, jakby to było wczoraj :) Siedzieliśmy sobie w kilka osób na dywanie w klasie podczas przerwy. Był to okres przedświąteczny, więc każdy brzdąc jarał się jak Londyn w 1666 r. tym, co może dostać pod choinkę. I wtedy wkroczył Wojtuś K. i oznajmił, że jesteśmy głupkami, że wierzymy w Mikołaja. Nie przyjęłam tego jakoś strasznie źle. W sumie konsekwencji i dalszego ciągu tego wątku już nie za bardzo mogę sobie przypomnieć.
A matury? Jedyne dobre określenie to dziwne. Ani ta z języka polskiego, ani z matematyki nie była trudna. Każda jedna była dziwna. Zorientowanie się, o co chodzi w poleceniach, zajęło mi moment. Przez to we wtorek siedziałam niemalże całe 170 minut. Matematyka poszła mi zadziwiająco dobrze i mam wrażenie, że będzie dobrze, aczkolwiek zawsze kiedy tak jest, wychodzi masakra. Stosuję zasadę pierwszej myśli, czyli staram się nie poprawiać tego, co napisałam jako pierwsze, jeśli tylko wynik wydaje się być realny. Jutro język angielski, a potem tylko czekanie na wyniki.
Buziaki,
A.
