środa, 27 listopada 2013

dalej, dalej, mózgu z Drugiego

   Jestem dzisiaj jakaś nie do życia. Pewnie dlatego, że zaraz po przyjściu do domu zasnęłam na siedząco, budząc się przed 18:00. Słyszałam, że najlepiej działają te drzemki, które mają miejsce w okolicach godziny piętnastej. Niestety cały tydzień choroby rozstroił mój zegar biologiczny i mając próbne matury, ledwo udaje mi się zasnąć przed drugą w nocy. Jedno jest niezmienne - nadal bywam niekonsekwentna, o czym świadczyć może brak wczorajszego wpisu, dotyczącego wyzwania. Dlatego dziś małe combo.

2. Your Christmas wish list
Ach, to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Najbardziej, najbardziej, najbardziej całym sercem pragnę książki Kiedyś byliśmy piękni Bon Jovi. Bardzo! Następnie w kolejce "stoją" perfumy DKNY Be Delicious - zielone jabłuszko. Pachną cudownie i nie mogę sobie wybaczyć, że uciekła mi sprzed nosa super promocja w Douglasie. Co więcej? Chyba nie mam pojęcia. Reszta to małe pierdółki pokroju pędzli, kosmetyków czy książek. Mimo wszystko liczę na to, że największym prezentem będzie ten od losu - rodzinna atmosfera, zdrowie i szczęście.

3. When/ how did you learn that Santa wasn't real?
Powinnam teraz napisać to słynne pytanie: TO MIKOŁAJA NIE MA?! Tadaaa! Nie ma, jestem tego świadoma od około dziesięciu lat. Nie kojarzę dokładnie roku (na pewno było to w którejś z klas 1-3 szkoły podstawowej), ale okoliczności pamiętam, jakby to było wczoraj :) Siedzieliśmy sobie w kilka osób na dywanie w klasie podczas przerwy. Był to okres przedświąteczny, więc każdy brzdąc jarał się jak Londyn w 1666 r. tym, co może dostać pod choinkę. I wtedy wkroczył Wojtuś K. i oznajmił, że jesteśmy głupkami, że wierzymy w Mikołaja. Nie przyjęłam tego jakoś strasznie źle. W sumie konsekwencji i dalszego ciągu tego wątku już nie za bardzo mogę sobie przypomnieć.


   A matury? Jedyne dobre określenie to dziwne. Ani ta z języka polskiego, ani z matematyki nie była trudna. Każda jedna była dziwna. Zorientowanie się, o co chodzi w poleceniach, zajęło mi moment. Przez to we wtorek siedziałam niemalże całe 170 minut. Matematyka poszła mi zadziwiająco dobrze i mam wrażenie, że będzie dobrze, aczkolwiek zawsze kiedy tak jest, wychodzi masakra. Stosuję zasadę pierwszej myśli, czyli staram się nie poprawiać tego, co napisałam jako pierwsze, jeśli tylko wynik wydaje się być realny. Jutro język angielski, a potem tylko czekanie na wyniki.

Buziaki,
A.
Read More

niedziela, 17 listopada 2013

powoli do przodu

   Weekend się kończy, czasu coraz mniej, spraw do załatwienia coraz więcej. Ale olałam na moment, żeby coś tutaj zamieścić. Sprawy związane z Au Pair zajmują mi głowę prawie tak bardzo jak stres szkolno-maturalny. Au Pair to Ziemia, a ja to Księżyc. Nieodwracalnie, cyklicznie, w kółko.


   W sobotę przed 11:00 wyjechaliśmy do Łodzi na spotkanie w Cultural Care Au Pair. Myślałam, że się spóźnimy, ale ostatecznie dotarliśmy przed czasem. Niecałe dwie godziny minęły bardzo fajnie, prowadząca - była operka - mówiła ciekawie, chociaż większość informacji i tak już miałam gdzieś tam zdobytych po przetrzepywaniu for, blogów i innych. Małe interview, uściśnięcie ręki i po wszystkim. Jedno jest pewne - zdecydowałam się. Jadę. Lecę. Dzisiaj nawet zaczęłam wypełniać swoją aplikację online, ale nie sądziłam, że to zajmuje tyle czasu. Jestem dopiero ciut za połową. 

Ach, nie mogę się doczekać!


Lecę wziąć prysznic i zrobić coś z tym cholernym niemieckim. Ugh, czemu to tak zatruwa życie?

A u Was jak, operki?
Read More

środa, 6 listopada 2013

choices

   Po powrocie ze szkoły czekała na mnie niespodzianka - prospekty z dwóch agencji Au Pair, które przyszły pocztą. W sumie nie taka niespodziewana ta niespodzianka, bo sama je zamówiłam kilka dni temu.
Od kilku dni mam wahania samopoczucia i ogólnego zdrowia. Tak też było dzisiaj (i poniekąd nadal jest), ale kiedy zobaczyłam te dwie biało-różowe koperty wielkości mojego zeszytu od matematyki, musiałam je od razu otworzyć. Kiedy na początku roku zapisałam się elektronicznie na spotkanie z byłą Au Pair z Cultural Care, koperta zawierała jedynie coś w rodzaju pisemnego podziękowania za chęć wzięcia w nim udziału. Teraz oprócz tego dostałam kilka ulotek, list i szczegółowy opis spotkania. Bardzo miła zmiana - kolejny powód, by kierować się w stronę CC przy wyborze agencji. Au Pair in America oprócz tego włożyło do koperty ulotkę z opiniami byłych operek.
   Zdaję sobie sprawę, że to chwyty marketingowe (które zresztą nieźle im wychodzą), ale niektórym takie drobiazgi ułatwiają podjęcie decyzji. Mi chyba nie za bardzo. Po małej lekturze tego, co tam znalazłam, mam niezły mętlik w głowie.

DECISIONS ○ DECISIONS  DECISIONS

  Ale żeby wyjechać, to muszę skończyć szkołę. A żeby ją skończyć, to muszę się uczyć, dlatego już mnie tu nie ma. Geografio, nadchodzę.




Read More

sobota, 2 listopada 2013

bliżej, bliżej, coraz bliżej

   Au Pair to temat rzeka. To też temat koło, bo powtarza się cyklicznie co jakiś czas, w kółko mącąc w mojej głowie.

Kiedy?
Teraz?
Może po licencjacie?
Co z tęsknotą?
A rodzina?
A jeśli mnie nie polubią?
A jeśli będę chciała tam zostać?

Takie pytania nawiedzają mnie niemalże codziennie. Męczą, ale posiadanie na nie odpowiedzi jest ważne, jeśli chce się zrobić krok na przód. W którymkolwiek kierunku - czy to do Krakowa, czy nieco dalej, za ocean.

   Na samą myśl jestem przerażona, ale i niezwykle podekscytowana. Znów wkręciłam się w tematykę au pairową. Do tego stopnia, że znajdując odpowiednią datę w terminarzu spotkań z przedstawicielem agencji, umówiłam się na jedno w Łodzi. Za niecałe dwa tygodnie. Pomimo, że wiem, czego mogę się spodziewać (byłam na takim spotkaniu już w lutym), muszę w nim uczestniczyć. Obecność na takim spotkaniu jest obowiązkowa i ma ważność jednego roku, licząc 12 miesięcy do daty wylotu. 

No właśnie - data wylotu. Rozpatrywałam wiele opcji. Od początku czerwca po koniec sierpnia. Najprawdopodobniej będę chciała wylecieć w lipcu, żeby jeszcze na spokojnie odebrać swoje świadectwo maturalne. 

Są ludzie, włączając do tej grupy moją mamę, którzy twierdzą, że najlepszym czasem na wylot byłoby tuż po ukończeniu studiów. Ale to za daleko, za dużo czasu. Za dużo zdarzeń mogłoby mieć miejsce, które mogłyby mieć jakiś wpływ na moje dalsze losy. Zdecydowanie wolę zrobić to teraz. 

Rodzina? Jasne, że będę tęsknić. Zawsze tęsknię. Nawet, kiedy opuszczam dom na tydzień. Mówiąc o Au Pair, mamy na myśli przynajmniej rok. Żyjemy w dobie Skype czy chociażby telefonów. Wydawałoby się, że w takim wypadku o tęsknocie można zapomnieć. Nic bardziej mylnego, że tak polecę Radkiem z Polimatów.

Jeśli hości mnie nie polubią, zmienię ich. Odpowiedź jest prosta, ale wykonanie trudniejsze. Każdy, kto zagłębiał się w tematykę, wie, że ta kwestia jest ciężka do poruszenia przy host rodzinie. Pomimo wszystko to sytuacja, kiedy mówisz im, że ich nie chcesz. Dla mnie byłoby to trudne.

I kwestia pozostania dłużej niż rok czy dwa. Ciężka. Nie do rozpatrzenia w dwóch zdaniach. Marzenie.



"... i żebyś cudze dzieci niańczyła!"
Read More