Nienawidzę zawalać całego weekendu na naukę, żeby obudzić się w nocy i dowiedzieć, że bierze mnie jakieś choróbsko. Odbiera mi to wszystkie pokłady motywacji na nowy tydzień. Nie inaczej jest dzisiaj.
Szczęście w nieszczęściu, że E. przypomniała mi o moim dzisiejszym "święcie", przez co cały dzień śmieję się pod nosem i czekam, czy ktoś oprócz niej wpadł na tak dziwny tok myślenia :)
Do głowy wrócił mi pomysł kupienia tej jednej jedynej Zara Office Bag (nazywanej również Zara City Bag). Nie jestem żadną modową blogerką, "fashion victim", ani nic w tym rodzaju. Nie podążam za modą (o ile mnie pamięć nie myli, na którejś ze stron wyczytałam, że ta torba to sezon A/W 2012/2013, co mówi samo za siebie, jak śledzę trendy), nie. Po prostu cholernie mi się ona podoba, odkąd zobaczyłam ją u Zoelli (kliknij, a zobaczysz, co mnie w niej zauroczyło). Jest prześwietna, przepakowna, przeprzeprze. Cena jedynie rzuca na kolana.
Niebawem szykuje mi się też małe Study Nook Makeover. Wszystko w swoim czasie. Zobaczymy, kiedy znajdzie się trochę czasu, żeby wyskoczyć na zakupy i kupić to i owo.
Wiem też, że chcę pisać częściej. Czy mi się uda - tego nie wiem. Czasu jest mało, bo i więcej się uczę ostatnimi czasy, ale zdaję sobie sprawę, że jak się chce, to można.
poniedziałek, 7 października 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz