DINGDONG ROZJEBIEMY SYSTEM W SOBOTĘ
czwartek, 29 grudnia 2011
piątek, 23 grudnia 2011
Jest już ta wielce wyczekiwana i upragniona, niestety chyba tylko przez nielicznych, Wigilia. Mimo wszystko chcę Wam, moi drodzy, życzyć wszystkiego najlepszego. Wszystkim szkolniakom tego, żeby zdali rok. Wszystkim pozostałym zdrowia, szczęścia, pomyślności i jeszcze raz pieniędzy. :) Oby ten rok, który niebawem się zacznie, był jeszcze lepszy od tego, który właśnie mija. I pamiętajcie - umiejętnie otwierajcie prezenty, papier przyda się za rok!
Ja tymczasem idę pakować moje prezenty.
czwartek, 22 grudnia 2011
Dobry wieczór. Tak chyba powinnam zacząć.
Jejku, ale to wszystko zleciało. A tyle się pozmieniało, tyle się wydarzyło. Część przeszłości pozostawiam za sobą. Dziś spęd w szkole. Pomimo wszystko, mimo całej tej obecnej "otoczki świętości", podobało mi się. Może jedynie Moni ze mną w jednej klasie przy stole z mandarynkami mi nie pasowała do całokształtu. Kocham tych ludzi. Szkoda, że jedyne twarzowe zdjęcie z Michałkiem jest takie:
Uwielbiam go. Człowiek potrafi rozśmieszyć do łez. Dosłownie. :)
I ktoś mi złożył bardzo miłe, baaardzo miłe życzenia. To Ten od opłatka z deltą. Dziękuję Ci. Jesteś wspaniały. Naprawdę. :) :*
PS Coś dobrego się płodzi! Czymam kciuki za siebie!
wtorek, 13 grudnia 2011
Hah, rzeczy potrafią być NIEZIEMSKO zaskakujące. Widzę w tym wszystkim coraz więcej pozytywów, serio. :D
niedziela, 11 grudnia 2011
Chyba nic mi się nie chce i chyba chcę usnąć na jakiś czas. Z pozoru tydzień był bolesny, naprawdę, ale dał mi trochę wytchnienia od tej całej rutyny. Ona powoli się kończy, bo nadchodzi wolne, ale nadal nie mam czasu na nic. Z drugiej strony było zupełnie inaczej. I zrozum tu człowieku kobietę. A my chciałybyśmy zrozumieć jeszcze same siebie. To jest dopiero poziom hard. W każdym bądź razie mam dość.
Od pewnego czasu cenię sobie ponad wszystko szczerość. Serio.
Chyba straciłam. Coś bardzo ważnego.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
Nie, nie przestawiłam się na robienie zdjęć żelazkiem, ale cierpię na brak kabla USB do aparatu, który po remoncie zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach nawet nie wiem kiedy. Gdyby ktoś widział takiego smutnego i zapłakanego kabelka, to on jest mój. Mogę nawet zapłacić za znaleźne. My się kochamy i bardzo za sobą tęsknimy, no.
Ala nie byłaby sobą, gdyby przeżyła choć jeden dzień bez zrobienia sobie czegokolwiek. Tak. Altacet się kończy, bandaż uciska, a jutro do szkoły. I zero szans na łyżwy w tym tygodniu. Bosko. Ale następny tydzień należy do mnie. Żadna noga, żaden Altacet.
+ nie popadajcie w paranoję, to chore
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

