poniedziałek, 29 grudnia 2014

postanawiam postanowić



SPOILER ALERT - wpis był pisany w nocy, ale w trakcie komputer odmówił posłuszeństwa, więc zakończenie dopisywane było później, dziesięć godzin później.   

   Właściwie już się kładłam, ale poczułam przypływ tego, co ludzie nazywają pospolicie weną. Za 11 minut wybije godzina trzecia, czyli niestety nie udało mi się zrealizować planu przywrócenia się do normalności. Cóż, gdyby to była pierwsza rzecz, której nie doprowadziłam do skutku, może byłabym zdziwiona. Dziś znów zasnę zbyt późno. Niestety. A pobudka z kurami.

   Święta, Święta i po Świętach. Każdy zdycha z przejedzenia. Przypominają się słowa mamy sprzed kilku dni "nie jedz tego, to na Święta", kiedy właśnie o uszy obijają się krzyki "zjedz to, bo się zepsuje!". U sąsiadów za oknem dalej Las Vegas w pełni, śnieg trochę nieśmiało pojawił się dwa dni temu, żeby już całkowicie stopnieć. Ale co za rogiem? Czyżby Sylwester? Czy to czasem nie zwiastuje nowego roku? Ach tak, to ten mityczny moment, kiedy wszystkie kobiety nagle zaczynają chudnąć (a przynajmniej chcą), mężczyźni zmieniają się w kopie Lazara Angelova (a przynajmniej to powtarzają zawzięcie, pijąc piwo przed telewizorem), a babcie... A babcie są szczęśliwe, bo mają w dupie postanowienia noworoczne. Postanowienia noworoczne.

   Nie próbuj zaprzeczać. I tak wiem, że Ty też kiedyś miałaś (lub miałeś; nadal liczę, że jakaś część moich czytelników to wysocy i przystojni mężczyźni niczym Ryan Gosling) postanowienia noworoczne. I dokładnie wiem, że zdarzyło Ci się ich nie dotrzymać. To zdarza się każdemu z nas. Jak ospa wietrzna w dzieciństwie. W tym momencie padł mi laptop, ładowarka w pokoju rodziców, a pisanie z telefonu jest wybitnie niewygodne, więc wrócę tutaj z samego rana. Mam nadzieję, że mój mózg nie wywietrzeje do tego czasu. 

   A może w tym roku Ci się uda? Co Ty na to, żeby jednak dotrzymać stawianych sobie obietnic? Przecież to nie nikt inny tylko Ty je sobie ustanawiasz. Może spróbuj postawić sobie poprzeczkę nieco niżej? Wzrasta wtedy prawdopodobieństwo, że Ci się uda. Gwarantuję, że kiedy usiądziesz za dwanaście miesięcy w fotelu i zauważysz zmianę, będziesz zadowolony jak nigdy wcześniej. Będziesz zadowolony z siebie.

Read More

sobota, 20 grudnia 2014

Blogmas, dzień 6

   Kursor miga od dziesięciu minut i nadal nie wiem, co mogłabym napisać. Wczoraj sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej, przez co byłam wyłączona z życia przez pół dnia i całą noc. Tyle myśli na raz, że głowa pęka. Nie wiem, czy coś tu dzisiaj będzie. Może poczekam jeszcze kwadrans i coś mi wpadnie do głowy. Możliwe, że jutro będzie ciekawiej, bo zamierzam zaczerpnąć trochę świątecznej atmosfery poza Tomaszowem.



   Pogoda nas dzisiaj nie rozpieszcza. To coś, co dzieje się za oknem, ani trochę nie przypomina śniegu i mrozu. Okropny wiatr, który psuje fryzury niewinnym kobietom, nie jest atrybutem Świąt. Mżawka, która wdziera się w każdy zakamarek twarzy, psując i tak już delikatny makijaż, też nie jest mile widziana. Gdzie są Święta, ja się pytam? Wiem, że Święta to nie pogoda. Wiem, że Święta to nie tematyczna muzyka, ale niestety jestem tym typem człowieka, który nie potrafiłby w pełni ich odczuwać, dajmy na to, na Florydzie. Australijskie palmy też by mnie nie zadowoliły. Święta to miłość, ciepło (ale to wewnętrzne), rodzina i właśnie świąteczna aura, którą można ukradkiem dostrzegać za oknem. Wracając wczoraj do domu w duchu kpiłam z tego, co puszczają radiostacje. Last Christmas? Serio? Lubię tę piosenkę, ale kiedy ekrany nad drogą wskazują 11 stopni na plusie, to brzmi ona jedynie komicznie. Let it snow (...) tym bardziej. 
Ach, nie wierzę, że kiedyś na moim blogu będę mogła porównać siebie do tonącego z przysłowia tonący brzytwy się chwyta. Nie sądziłam, że moją brzytwą będzie temat o pogodzie. Seriously.


   A kursor dalej miga. Pora na mnie. Obym jutro obudziła się z większym spokojem wewnętrznym i większymi pokładami kreatywności. Dobranoc.
Read More

czwartek, 18 grudnia 2014

Blogmas, dzień 4

   Wiecie, że za dwie godziny jest piątek, piąteczek, piątunio? A wiecie, że mam już wolne? A wiecie, że w związku z tym dużo wolnego czasu? Dlatego dzisiaj będzie długo i spróbuję tym zrekompensować wczorajszą pustkę. Ale wracając jeszcze do dnia dzisiejszego, to o 19:00 miała miejsce PSUEK-owa Wigilia. Generalnie nie byłoby w tym fakcie nic nadzwyczajnego, bo okres przedświąteczny w szkołach, na uczelniach, w firmach to czas takich oto właśnie spotkań, ale było kilka momentów, w których zrobiło mi się niezmiernie miło i aż nie wiedziałam, co powiedzieć. Na przykład wtedy, kiedy Artur życzył mi sukcesów w blogowaniu (pozdrawiam Cię, o!) :) Ach, no i dziękuję za to, że aż pięć osób życzyło mi budzika. Mam nadzieję, że akurat te życzenia spełnią się w stu procentach.

   Przejdę teraz zwinnie od rzeczy miłych i przyjemnych do czegoś, co ogólnie nie sprawia mi problemu (niestety) w sieci, czyli do swego rodzaju ekshibicjonizmu. Zostałam otagowana przez ciocię ebi w tym filmie do zrobienia TMI, czyli Too Much Information. Zapnijcie pasy, bo pytań jest aż 50, co jest pięciokrotnością doskonałej dziesiątki.

1. Co masz na sobie?
Aż mi się przypomniał ten fanpejdż na fejsie ciuchy po domu czy jakoś tak. Ano, bo na sobie mam ciuchy po domu.

2. Czy kiedykolwiek byłaś zakochana?
Nie sądzę, bo rozumiem, że bycie zakochanym w sobie się nie liczy?

3. Czy miałaś okropne rozstanie?
Nie. Na szczęście.

4. Jak wysoka jesteś?
Wystarczająco, żeby nie musieć prosić się o podanie czegoś z najwyższej półki w kuchni. I wciąż niższa od Maczka. I wciąż niższa od... zdecydowanie zbyt małej ilości mężczyzn.

5. Ile ważysz?
Za dużo.

6. Tatuaże?
Są spoko. Sama bym sobie jakiś zrobiła, ale boję się bólu, więc musiałabym być mocno pijana, żeby dobrowolnie pójść do studia tatuażu, a z drugiej strony połączenie tatuaż plus alkohol to złe połączenie.

7. Kolczyki?
Też lubię. Mam cztery dziurki w uszach, chciałabym zrobić sobie tragusa, ale ponownie - boję się bólu. Inne miejsca na piercing... Nie dla mnie, ale u innych mi nie przeszkadza.

8. OTP - One True Pairing?
Hmm... Tutaj musiałam się mocno zastanowić, którą parę wybrać na tę najbardziej "och" i po dłuższej kalkulacji jest nią Ian Somerhalder i Nikki Reed. Mimo całej mojej miłości do Iana.

9. Ulubiony program?
Aktualnie Once Upon A Time, chociaż z czasem było ostatnio słabo i zatrzymałam się w pewnym momencie. No, ale Święta za pasem, więc będzie okazja nadrobić.

10. Ulubiony zespół?
O losie. Co za pytanie. Bon Jovi ponad wszystko, zawsze i wszędzie, w nocy o północy. Kocham, ale zaraz za nimi plasuje się The Baseballs.

11. Coś, za czym tęsknisz?
Tęsknię za moim dzieciństwem i dorastaniem w Czarnej Górze.

12. Ulubiona piosenka?
Płytę x Eda Sheerana znam od dawna, ale dzisiaj usłyszałam w radiu pewną piosenkę i urzekła mnie do granic możliwości - Thinking Out Loud.

13. Ile masz lat?
Wystarczająco, by móc kupić sobie piwo i zarazem zbyt mało, by zrobić prawo jazdy na ciężarówkę. Gdzie tu sprawiedliwość?

14. Znak zodiaku?
Jestem baranem, jakkolwiek źle to nie brzmi.

15. Cecha, której szukasz u partnera?
Rozumiem, że cechy fizyczne odstawiamy na bok (bo o tej wiedzą chyba wszyscy, którzy mnie znają)? Zatem szukam niebanalnego poczucia humoru, które znowu jest objawem inteligencji, więc wszystko się zgadza.

16. Ulubiony cytat?
Nie wiem, kto to powiedział, czy napisał, ale podoba mi się niezmiennie od kilku lat: "There is nothing more erotic than a good conversation."

17. Ulubiony aktor?
Jeden? Serio? To jak zaprowadzić dziecko do sklepu z zabawkami i powiedzieć mu, że może sobie wybrać tylko jedną. To po prostu barbarzyństwo, ale patrząc w górę, to mogę wymienić Somerhaldera, o.

18. Ulubiony kolor?
Jestem wierna czerni tak samo, jak Pablo jest wierny mojemu sąsiadowi. Czyli czasem zdarza mi się na mały wybryk i zakładam coś innego.

19. Muzyka głośno czy cicho?
Głośno. Bardzo.

20. Co robisz, kiedy jesteś smutna?
Jestem smutna jeszcze bardziej, a potem idę spać.

21. Jak długo bierzesz prysznic?
Myślę, że w pół godziny średnio się wyrabiam, ale bywa różnie. To zależy, czy biorę ze sobą do łazienki telefon i słucham muzyki. Wtedy śpiewam i czas się wydłuża.

22. Jak długo zbierasz się rano?
To drażliwy temat ostatnio. To zależy, CZY BUDZIK RACZY ZADZWONIĆ.

23. Biłaś się kiedyś?
Myślę, że zdarzyło się kiedyś, że mój brat nie chciał mi czegoś oddać, więc doszło do rękoczynów, ale od dawna nie stosuję tej metody. Wolę mentalny szantaż.

24. Co Cię podnieca?
Mózg. Mózg i zarost.

25. A odrzuca?
Nie ma chyba takiej jednej rzeczy, która by mnie za każdym razem odrzucała.

26. Powód, dla którego zaczęłaś blogować?
Właśnie uświadomiłam sobie, jak dużo czasu minęło od daty założenia mojego pierwszego bloga. A było ich kilka. Skupiając się jednak na tym konkretnym, którego właśnie czytasz, to miało to miejsce bodajże w 2009 albo 2010 roku i wydaje mi się, że natchnęła mnie do tego moja ówczesna (i zarazem obecna nadal) znajoma Allison.

27. Czego się boisz?
Boję się myszy. I pająków. I odrzucenia.

28. Ostatnia rzecz, która sprawiła, że się rozpłakałaś?
Jestem typem człowieka, który płaczem reaguje na przykład na złość i o ile mnie pamięć nie myli, to kilka dni temu miała miejsce właśnie taka sytuacja, że coś mnie mocno rozzłościło i poleciało kilka łez.

29. Kiedy ostatni raz powiedziałaś komuś, że go kochasz?
Kilka godzin temu przez telefon bliskiej mi osobie.

30. Znaczenie Twojego blogowego "imienia"?
Temat wałkowany za każdym razem, kiedy ktoś dowiaduje się, że prowadzę bloga. Nie pamiętam momentu, w którym wymyślałam tę nazwę, ale jak mniemam al odnosi się od początku mojego imienia, a niac... Cholera wie. Na pewno jest c zamiast k, bo miało być amerykańsko.

31. Ostatnia książka, którą przeczytałaś?
Czytałam ostatnio kilka książek, więc w sumie nie wiem, którą skończyłam jako ostatnią, a nie chce mi się ruszać tyłka do Kindla, który leży na półce w drugim końcu pokoju.

32. Książka, którą czytasz obecnie?
Biografia Jobsa.

33. Ostatni program, jaki oglądałaś?
Liczą się vlogi na Youtube? Nie? To Once Upon A Time.

34. Ostatnia osoba, z którą rozmawiałaś?
Najpiękniejsza i najzdolniejsza ciocia ebi!

35. Relacja między mną a osobą, do której wysłałam ostatniego smsa?
Ha! Znamy się od prawie trzech lat, wie o mnie strasznie dużo i wczoraj widziałyśmy się po dwóch i pół roku przerwy. Kasia, uwielbiam Cię!

36. Ulubione jedzenie?
Studenckie życie zweryfikowało tę kwestię - spaghetti.

37. Miejsce, które chcesz odwiedzić?
Stany, Stany i jeszcze więcej stanów w Stanach.

38. Ostatnie miejsce, w którym byłaś?
Kampus UEK-u, ZaUEK konkretniej.

39. Czy jesteś kimś zauroczona?
Tak. Jak zawsze :D

40. Ostatni raz, kiedy kogoś całowałaś?
Żegnałyśmy się dzisiaj z Agatą na dworcu po 22:00. Było smutno i rozstaniowo.

41. A kiedy byłaś obrażona na kogoś?
W sumie nie pamiętam. Staram się odrzucać od siebie negatywne emocje tej kategorii, więc albo problem rozwiązuję, albo go nie ma.

42. Ulubiony smak słodyczy?
Ponad słodkie wolę kwaśne.

43. Na jakim instrumencie grasz?
W moim przypadku grasz to za dużo powiedziane, ale z akordami na gitarze dam sobie radę.

44. Ulubiona biżuteria?
Lubię kolczyki, lubię naszyjniki i to by było na tyle.

45. Ostatni sport, jaki uprawiałaś?
Siatkówka, choć żałuję, że nie mogę napisać "taaaak, byłam na stoku, snowboard, jeeee". No cóż, mam nadzieję, że niedługo.

46. Ostatnia piosenka, jaką śpiewałaś?
Wyżej wspomniana "Thinking Out Loud" Eda Sheerana.

47. Ulubiony tekst na podryw.
I tutaj mam ochotę wspomnieć o mistrzu suchego podrywu, którego inicjały to M. N.
Kasztan to klasyk, ale kilka dni temu powstał nowy klasyk i kocham go całym serduszkiem:
- Co było zadane z polskiego?
- Eee... co?
- Nic, w liceum zawsze tak zagadywałam do ładnych chłopców. Zawsze działało.

48. Czy kiedykolwiek go używałaś?
O. To pytanie zbiło mnie z tropu. Nie, ale nigdy nie mów nigdy.

49. Kiedy ostatni raz się z kimś "bujałaś"?
"Po mieście" jak mniemam? Ciągle się bujam, także ciężka sprawa.

50. Kto powinien teraz odpowiedzieć na te pytania?
Każdy, kto ma za dużo czasu (ponad godzinę!).



   Ok, więc kiedy już zmarnowałam godzinę swojego życia, mogę iść się pakować, bo jutro wracam na swoją prowincję. Mam nadzieję, że śnieg w końcu raczy spaść i świąteczne piosenki w radiu nie będą brzmieć dalej tak komicznie, jak brzmią do tej pory. Pa!
Read More

środa, 17 grudnia 2014

Blogmas, dzień nijaki

   Witam po raz trzeci. Witam w ten piękny dzień, jakim jest środa. Witam sfrustrowana jak nigdy. Jeśli ktoś mi wyjaśni, jak to możliwe, że budzik nie zadzwonił akurat tego dnia tygodnia któryś raz z rzędu, to stawiam piwo. Dwa, ewentualnie osiem. 

Dzisiaj wpisu nie będzie. Przygotujcie się na jutro.
Read More

wtorek, 16 grudnia 2014

Blogmas, dzień 2

   Witam dnia drugiego. Zmęczona, śpiąca, a przynajmniej mam wrażenie, że tak będzie - wpis przygotowuję z kilkugodzinnym wyprzedzeniem z racji na plany, które mogłyby uniemożliwić manualne dodanie posta. 
Co dziś? Przede wszystkim ciężki dzień, bo w wyniku nieprzewidzianych zdarzeń wczoraj wieczorem znalazłam się w Tomaszowie, żeby dzisiejszego poranka wsiąść do pociągu z powrotem do Krakowa. Dokładnie dziesięć (#dziesiątkomania) godzin temu wysiadłam na krakowskim dworcu i ledwo żywa poszłam na zajęcia, na które ani trochę iść nie chciałam. 

   Wspominałam o dziesiątkach. Fajna, okrągła liczba. Symboliczna, jeśli chodzi o alniac.com tego miesiąca. Dajmy więc się jej wykazać i oto poniżej zestawienie Dziesięciu przejawów szczęścia minionych miesięcy.
(kolejność przypadkowa)

1.  Przeprowadzka do Krakowa
Tak, to jedna z lepszych rzeczy, jakie przytrafiły mi się w moim dotychczasowym nie tak krótkim, nie tak długim życiu. Marzyłam o tym od kilku lat i jest to coś, co udało mi się ziścić tylko i wyłącznie dzięki mojej ciężkiej pracy. Nie wiem, czy jest to moje miejsce na ziemi na całe życie. Na pewno chcę zwiedzać, poznawać, co wiąże się niejednokrotnie z dłuższymi pobytami. Zobaczymy, co czas przyniesie. Teraz jest mi tutaj nadzwyczajnie dobrze.

2. Moja uczelnia
Mam wrażenie, że te punkty będą wzajemnie z siebie wynikać. Fakt, że mieszkam obecnie w Krakowie niezaprzeczalnie wiąże się się tym, że dostałam się na studia do jednej z krakowskich uczelni. Nie mam porównania, oczywiście, ale jestem w stanie stwierdzić, że mimo wad, które UEK zdecydowanie ma i nie ma co mydlić oczu, to trafiłam w dziesiątkę. Co do samego kierunku mogłabym polemizować, bo po dzień dzisiejszy nie wiem, czy był to dobry wybór, jednak wiem, że ta konkretna uczelnia to było TO.

3. Zacieśnianie kontaktów mimo dzielącej odległości
Ta osoba wie, że o niej mówię. Nie chcę zdradzać szczegółów, chcę zachować je dla siebie, jednak to bardzo ważny epizod, jeśli chodzi o moje "nowe życie". Nie sądziłam, że to może się udać. A jednak! Do tej pory nam się udaje i wierzę, że będzie tak dalej. Dziękuję.

4. Kolejny cudowny koncert w moim życiu
Jeśli ktoś nie słyszał, że byłam na koncercie The Baseballs w warszawskiej Stodole prawie miesiąc temu, to albo nie ma Internetu, albo nie żyje. Stety albo niestety - musiałam i wciąż muszę dzielić się tym moim małym szczęściem z całym światem. Objawienie, olśnienie, szok i niedowierzanie. Tak opisałabym ten dzień. Statystyki na last.fm mówią same za siebie.

5. Mały sukces
Jakiś czas temu dostałam wiadomość, że uzyskałam wystarczającą ilość głosów od wyborców na uczelni, by stać się częścią Parlamentu Studenckiego, a konkretniej Studenckiej Rady Wydziału. Jako że nie przykładałyśmy się z dziewczynami z koalicji jakoś nadzwyczajnie do promocji naszej trójki, moje zdziwienie było autentycznie naprawdę duże. I to był ten moment, w którym uświadomiłam sobie, że na pewno nie chcę spędzić te kilka lat w Krakowie jedynie "studiując studia". Otworzyła się nowa strona książki.

6. Świąteczny Kraków
Jest piękny, wiecie? Z racji, że ja ogólnie jestem pro-świąteczna i pro-wszystkocoświąteczne, to widząc te wszystkie światełka, choinki, aniołki i mikołaje, cieszę się jak małe dziecko. Galeria Krakowska wygląda o b ł ę d n i e.

7. Świeżak
Przejdźmy do wyjazdów. Ten miał miejsce na początku września. Mnóstwo zdobytych fantastycznych znajomości pozostało do dnia dzisiejszego. Polecam wszystkim przyszłym pierwszoroczniakom. Tak, ja też się obawiałam. Tak, też nikogo nie znałam. Tak, jechałam w ciemno. I co? Choćby mnie przypalali ogniem, nie byłabym w stanie powiedzieć, że żałuję swojej decyzji. 

8. Miniony weekend
Fakt dostania się do PSUEK-u łączy się z wyjazdem szkoleniowo-integracyjnym. A ten właśnie miał miejsce kilka dni temu. Trzy dni, dwie noce. Kolejne świetne znajomości, kolejne godziny śmiania się do bólu (ok, płaczu też), kolejne zdobyte doświadczenie. 

9. Powrót na bonjovi.pl
Musiało minąć kilka miesięcy, żebym znowu postanowiła wrócić na stare śmieci. Tej decyzji też nie żałuję. Wróciły wspomnienia koncertu z 19 czerwca 2013, wróciły stare znajomości, wróciła radość, którą mogę dzielić z ludźmi, którzy czują to samo. To kawałek mojego życia, to zarejestrowałam się tam w kwietniu cztery lata temu i od tamtego czasu to miejsce stanowi dużą część mojego życia - czy tego chcę czy nie. Polecam, wspaniałe uczucie. 

10. Fakt, że mogę tutaj pisać
Za każdym razem, kiedy otwieram okno do pisania, gdzieś w środku czuję "motylki". Lubię to, sprawia mi to radość, a jeśli jeszcze ktoś chce to czytać i odczuwa jakiekolwiek pozytywne emocje przy tym, to to jest właśnie powód, dlaczego to robię. 


   To by było na tyle. Do zobaczenia jutro. Standardowo o 22:00 :)
Read More

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Blogmas, dzień 1

   Cześć! Dzisiejszy wpis będzie stricte informacyjno-organizacyjnym, bo wiem, że nie do każdego docierają informacje z alniac.com na Facebooku. Przez najbliższe 10 dni zamierzam na alniac.com publikować większości znane Blogmas. Nie wiem, czy będą one zawsze powiązane tematyką ze Świętami. Pewnie nie, chyba bym tego nie chciała. Ale to wyjdzie w praniu i mam nadzieję, że jakkolwiek sprawy się nie potoczą, to i ja i Wy będziecie zadowoleni :)

   W pierwszym wpisie, który właśnie czytasz, chcę jedynie wspomnieć, że ostatnio w moim życiu dzieje się bardzo dobrze (z naciskiem na bardzo). Ach, zapomniałam! Moje Blogmas modyfikuję, dodając "dziesiątkomanię". Czemu? 10 dni wpisów, codziennie o dziesiątej (22:00). Więcej "dziesiątek" będę zdradzać na bieżąco. Jutro będzie tego przykład.

   Pozdrawiam i liczę, że jutro znajdzie się gro czytelników, których czymś zaciekawię :)
Read More