niedziela, 30 listopada 2014

FFF - Fifteen Festive Favourites

   Siedząc wczoraj pod ciepłym kocem z kubkiem gorącej herbaty w dłoni, scrollowałam jak zwykle przepastne bogactwa Facebooka. W pewnym momencie przed oczami mignęła mi ciocioebciowa twarzyczka. To znak, że wrzuciła nowy film na swój jutubowy kanał. 

   Ten rok jest jakiś inny (mój boże, aż mi się skojarzyło z filmem Baby są jakieś inne, którego swoją drogą nie oglądajcie, szkoda czasu). Może trochę przyczynił się do tego fakt, że zmieniłam miejsce zamieszkania i ogólny tryb życia. Chodzi mi o brak zainteresowania Świętami, które niezaprzeczalnie nadchodzą już wielkimi krokami. Ok, stałam się poniekąd pozbawionym głównych mediów studenciaczkiem. Nie mam szans zobaczyć świątecznej reklamy kawy Jacobs, w której para unosząca się nad czarnym trunkiem układa się w kształt choinki, wodząc za nos Świętego Mikołaja. Nie słyszę też Last Christmas co piątą piosenkę w Radiu Zet, bo nie mam telewizora ani radia, a AdBlock skutecznie ratuje mnie od takich atrakcji w Internecie. Dlatego filmik cioci ebi mogę uznać za "przełomowy", bo w końcu gdzieś głęboko w serduchu usłyszałam dzwoneczki i poczułam zapach goździków.

   Pamiętam, że rok temu próbowałyśmy zrobić z ebi miesięczny Christmas Challenge. Nie udało się. Przynajmniej mi, bo szczerze powiem, że nie pamiętam, jak się to podziało do końca u cioci. Dlatego w tym roku jest dość niezobowiązująco, w miarę krótko, treściwie i co najważniejsze - jednorazowo. Czyli mam pewność, że nie zawiodę. Och, tak dobrze.

   TAG ma piętnaście punktów, z których każde nawiązuje do tematyki Świąt Bożego Narodzenia. Przyznam, że pisanie tego typu wpisów sprawia mi dużo frajdy, więc cytując guru każdego studenta Krystiana Karczyńskiego - zapnijcie pasy i lecimy z tym koksem.

1. Ulubione świąteczne jedzenie
Tutaj zdecydowanie i bezapelacyjnie wygrywają pieczarki w cieście mojej babci, choć do końca nie wiem, czy jest to świąteczne jedzenie, czy ot tradycja jedynie w mojej rodzinie. Poza tym, to wigilijny karpik jest spoko, tylko ja i ości niezbyt się lubimy, dlatego rybę (niefiletowaną) jem najczęściej tylko wtedy, w Wigilię. 
2. Ulubiony renifer
Hmm... Albo oglądałam za młodu zbyt mało świątecznych bajek, albo naprawdę sytuacja wygląda tak, że jest Rudolf i cała reszta nijakich bezimiennych. Rudolf jest spoko, utożsamiam się z nim, bo oboje mamy czerwone nosy - on zawsze, ja na mrozie. A, no i lubię tego renifera ze świątecznych reklam Coca-Coli. Dlaczego? Bo to świąteczna reklama Coca-Coli. 
3. Ulubiony dzień Świąt
Wigilia jest magiczna i odkąd pamiętam, to zawsze wzbudzała we mnie nieopisaną radość. Może dlatego, że gdzieś w głębi nadal jestem tą niecierpliwą pięciolatką, wyczekującą na pierwszą gwiazdkę.
4. Ulubiona świąteczna piosenka
O nie. To temat rzeka, a jeśli bierze się pod uwagę moją osobę, to jest to temat rzeka podniesiony do n-tej potęgi. Może w tym roku mam małą obsuwę i jeszcze nie katuję współlokatorki (pozdrawiam, Ola! niedługo dowiesz się, o co mi chodzi) ani rodziny, ale świąteczna muzyka to zdecydowanie mój konik. Mam ulubioną spotifajową składankę, która cierpliwie czeka na pierwszy śnieg. Dopiero teraz zauważyłam, że wgrałam na nią pliki lokalne, które niestety musiałam usunąć. Ale tytuły są, a o to tutaj chodzi :) Dla bardziej leniwych - można na niej znaleźć między innymi Please come home for Christmas Jona Bon Joviego, Merry Christmas Everyone Shakin' Stevensa i All I Want for Christmas is You Mariah Carey. O klasyku Last Christmas nawet nie wspominam.
Wyczuwam jednak nowe perełki, aczkolwiek opowiem o nich więcej, kiedy przyjdzie do mnie odpowiednia płyta. 
5.  Ulubiony świąteczny prezent
Siedziałam nad tym punktem dobre kilka minut i ostatecznie wybór padł na aparat fotograficzny, który dostałam bodajże w 2009 roku. 
6. Ulubiony świąteczny film
Czymże byłby ten punkt bez wyraźnego wyróżnienia Kevina samego w domu? Od zawsze, na zawsze. Mimo, że jako mała dziewczynka wybiegałam z pokoju z płaczem, oglądając scenę porażenia prądem od kurków w kranie z drugiej części. W dzieciństwie obowiązkowym filmem był też Śnięty Mikołaj.
Z innych filmów mogę wymienić na przykład To właśnie miłość i Listy do M. (jeden z bardzo niewielu polskich filmów, jakie uwielbiam i szczerze polecam).
7. Ulubiona zabawka z "Christmas Cracker"
Nie mam pojęcia, o co może chodzić, więc omijam ten punkt.
8. Ulubiony świąteczny suchar
U mnie w Święta nie opowiada się sucharów, a przynajmniej nie celowo - nie ma takiej tradycji. Nawet nie mogę sobie teraz przypomnieć żadnego związanego ze Świętami. Ale jak Wy macie coś ciekawego i wartego przekazania dalej, to poczytam chętnie w komentarzach.
9. Ulubiona dekoracja świąteczna
Gdyby nie dzisiejsza rozmowa z Domi podczas jazdy do Krakowa, nie wiedziałabym, co napisać. Generalnie uwielbiam wszystko co świąteczne. Najchętniej całe mieszkanie przyozdobiłabym światełkami, gwiazdkami i czerwonymi wstążeczkami, ale teraz już wiem, co będzie tym "naj". A Wy dowiecie się już niebawem :) Dzięki raz jeszcze za pomysł, Domi!
10. Ulubiony świąteczny zapach
Niestety nie podchodzą mi wszelkie zapachy i smaki, które zaliczają się do tych "świątecznych". Nie lubię goździków, cynamonu, prażonego jabłka. Dla mnie świątecznym zapachem niech będzie świeczka z Yankee Candle o nic nie mówiącej nazwie miękki kocyk. Jest cudowny i jak tylko nastaje jesień, to odpalam świeczkę czy wosk o tym zapachu i czuję, że to dobry czas.
11. Ulubiona świąteczna reklama
Jestem przewidywalna do bólu, jeśli chodzi o świąteczny klimat, więc nikt się nie zdziwi, jeśli za ulubioną reklamę podam właśnie . Dodatkowo uwielbiam wszystkie te, na których przez okno widać ładnie ubranych ludzi, parzących wyśmienicie pachnącą kawę, której to dymek uderza o ich nozdrza. Takie to to świąteczne i ciepłe.
12. Ulubiona świąteczna tradycja
JEŚLI MASZ MNIEJ NIŻ X LAT I WIERZYSZ W ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA, TO WYJDŹ.
Zawsze w noc przed Wigilią rozsiadam się w swoim pokoju i, oglądając w telewizji zazwyczaj jakiś świąteczny film, pakuję przez kilka godzin prezenty dla całej rodziny. Tak to mniej więcej wygląda.
13. Ulubione świąteczne miejsce
Choinka na Rockeffeler Center (zdjęcie) jest cudowna i odkąd pierwszy raz zobaczyłam Home Alone 2, co roku chcę tam polecieć i znaleźć się w tym samym miejscu.
Nie mam innych "specjalnych" miejsc. Pamiętam, że nieziemsko wyglądało Krakowskie Przedmieście w Warszawie dwa lata temu - zasypane śniegiem i udekorowane tymi wszystkimi lampkami. Mam nadzieję, że równie piękny zimą jest Kraków. 
14. Ulubiony świąteczny fakt
No i znowu nie wiem. Próbuję sobie przypomnieć jakąś zabawną scenkę, dialog, cokolwiek. I nic. Może to, że jakoś trzy czy cztery lata temu na kilka dni przed Wigilią miałam robiony zabieg na stopie i byłam unieruchomiona. Pech chciał, że do tamtej pory nie ogarnęłam się z prezentem od siebie dla siebie i musiałam wysłać po niego brata w dzień Wigilii. Biedak musiał iść do sklepu i kupić torebkę znaną jedynie z moich barwnych opowieści i opisów. Oczywiście kupił złą i musiał się wracać. Drugie podejście okazało się trafne. Ach, uwieeelbiam go :)
Teraz jeszcze mi się przypomniało, że mniej więcej do 9. roku życia płakałam, kiedy słyszałam Lulajże Jezuniu. Nie wiem czemu. Chyba wydawało mi się, że to kolęda o cierpieniu i było mi tego Jezunia bardzo szkoda.
15. Ulubiony gadżet bałwanka
(Seeerio?) Moje bałwanki zawsze składają się ze... śniegu. Dlatego moim ulubionym gadżetem będzie właśnie śnieg. Dziękuję, dobranoc!


   Miało wyjść krótko i zwięźle, a wyszło jak zawsze. No, ale poczułam wreszcie coś, co nazywają świąteczną atmosferą. Do zrobienia tego tagu zachęcam wszystkich, ale w szczególności Część Mniebazarek kosmetyczny i Cacynkę. Trzymajcie się ciepło, wszak mroźno już na zewnątrz :)
Read More

poniedziałek, 24 listopada 2014

Studio Lejdis

   Powoli odgruzowuję swoje konto na Bloggerze i wracam na stare tory. Ostatnio działo się tyle, że sama nie wiem, od czego miałabym zacząć, dlatego zacznę od kwestii, z którą zwlekałam od jakiegoś czasu i wreszcie jest okazja!

   Pamiętam ten dzień do dzisiaj. Były to tegoroczne wakacje, moje nieco dłuższe, zbyt dużo wolnego czasu. Wymyśliłam sobie, że po raz pierwszy chcę mieć na paznokciach coś, na co jedyną właściwą reakcją będzie brak tchu i nieme "WOW!". Powpisywałam w Instagramie odpowiednie tagi, głównie przeglądałam zdjęcia warszawskiego salonu Nailed It, którym byłam zafascynowana od dawna i zapisałam na dysku kilka ich zdjęć, na których podstawie będę poszukiwać osoby, która byłaby w stanie mi coś takiego wyczarować. Myślałam, że będzie to niełatwe zadanie, bo Tomaszów jest dość małym miastem i nie znałam nikogo, kto miałby pewną rękę do nailartu. Wrzuciłam więc znalezione zdjęcia na Facebooka i posypały się komentarze. Wybrałam w końcu jedną z propozycji i napisałam do dziewczyny, której na imię było Karolina. Nie pamiętam dokładnie naszej pierwszej rozmowy, więc nie będzie to jej cytat, a raczej "zarys":
- Hej! Słyszałam, że malujesz cuda na paznokciach.
- No cześć! Tak, maluję.
- Bo znalazłam kilka zdjęć i jestem ciekawa, czy potrafiłabyś coś takiego *wysłane zdjęcia*.
- No te to akurat ja sama robiłam.
- Ale jak to?
- No to jest moja robota.
- Pracujesz w Nailed It?
- Tak :)
- BOŻE, znalazłam raj na ziemi.

W ten oto właśnie sposób znalazłam perełkę pośród tomaszowskich szarości :) Tak się też stało, że niedługo po tym Karolina otworzyła swój salon, w którym full profeska wykonuje swoje cuda. Gdzie ją znajdziecie? Studio Lejdis (w którym tak swoją drogą można też zrobić na bóstwo swoje włosy) mieści się przy Piłsudskiego 41 (oczywiście w Tomaszowie), ale oprócz tego na Facebooku. Chcę nadmienić, że Karolina przewidziała stałe promocje dla uczennic i studentek, także nie bójcie się do niej napisać czy zadzwonić i zapytać o szczegóły :) 

Żeby nie być gołosłowną, załączam kilka dowodów na jej niezaprzeczalnie ogromny talent :)








PS To nie jest żadna zamawiana reklama. Karolina o nic mnie nie prosiła. Ba! Sama wyszłam z propozycją zaraz po tym, jak pierwszy raz zrobiła mi paznokcie w sierpniu. Tak zdolna osoba zasługuje na kilka dobrych słów :) A jeśli ktoś się skusi, żeby skorzystać z jej usług, to tym lepiej dla tej osoby :)
Read More

poniedziałek, 3 listopada 2014

irytacja pomieszana z niedowierzaniem

   Już się nie oszukuję, że będę pilną studentką. Po stokroć bardziej cenię sobie zdrowie, które ostatnio daje mi mocno w kość. Znajduję sobie jednak małe przyjemności, które umilają mi czas w te jesienne wieczory. Jutro na przykład wybieram się na koncert Depeche Mode. Do Multikina, bo do Multikina, ale zawsze coś. To będzie mój pierwszy kinowo-koncertowy raz, więc postaram się uaktywnić wszystkie moje zmysły, żeby odczuć to najmocniej, jak się da.

   Podczas kiedy będę się pławić w dźwiękach tak miłych dla uszu, ktoś na świecie przechodzi przez piekło. Piekło w najczystszej ("najbrudniejszej" chciałoby się powiedzieć) postaci. I to nie jedna osoba, bo setki, tysiące. Wczoraj kładąc się spać, mignął mi gdzieś news, że jest nowa informacja dotycząca porwanych w Nigerii dzieci, dziewczynek konkretnie. Przyznam, że byłam tak śpiąca i zmęczona, że wyłączyłam tylko telefon i nie minęło kilka minut, a już spałam w najlepsze.
Zapewne większość z nas, mających kontakt z jakimikolwiek mediami, słyszała o tym, jak pół roku temu islamscy bojownicy z ugrupowania Boko Haram porwali przeszło 200 dziewczynek ze szkolnego akademika. I to nie jest jedyny taki przypadek. To, co wydarzyło się 14 kwietnia 2014 roku, dzieje się cały czas. Co jakiś czas mają miejsce porwania, gwałty, napady, zamieszki i co najgorsze zabójstwa. Nie tak dawno, bo kilkanaście dni temu, w mediach huczało, że jest rozejm. Że jest możliwa wymiana dziewczynek na przestępców, przebywających w więzieniach. I co z tego? W noc z piątku na sobotę Boko Haram opublikowało nowy film, wiadomość do świata, w którym jasno daje do zrozumienia, że wojna trwa, nie ma żadnego ultimatum, dziewczyny są nie do odzyskania, bo przeszły na islam i poślubiły islamskich mężczyzn. Nie rozumiem tego. Ludobójca publikuje w sieci film. Nie pierwszy. I nikt nie jest w stanie go znaleźć, złapać, wyciągnąć konsekwencji. Chyba, że ktoś tu nie chce ich znaleźć, złapać i wyciągnąć konsekwencji. W takim wypadku mam do powiedzenia tylko tyle.

   Nie chcę na swoim blogu roztrząsać politycznych czy religijnych kwestii. Nie chcę udawać, że moja wiedza na ten temat jest tak duża, jak wiedza Bralczyka na temat języka. Nie chcę też stawiać siebie w roli quazi psycho-, socjo-, czy innych -logów. Po prostu szlag mnie jasny trafia, kiedy słyszę, co się dzieje na świecie, podczas kiedy jesteśmy rzekomo tak rozwiniętym społeczeństwem i mamy takie możliwości, a mimo wszystko nikt nie potrafi nic poradzić na bandę zeschizowanych prymitywów (nie piję tutaj do ich koloru skóry, żeby było jasne).
Read More