Także tego. Było, minęło. Choleeera, było niesamowicie, co ja gadam! Co prawda nie udało mi się przezwyciężyć własnego lenistwa i zgodnie z przewidywaniami pierwszy tydzień ferii minął mi na leżeniu, spaniu, oglądaniu filmów czy seriali, wychodzeniu wieczorami ze znajomymi. A miałam takie ambitne plany godne Einsteina. No teraz to już się nie zdziwię, jeśli mnie nie nominują do Nobla. Sama sobie na to zapracowałam.
Ale góry... Cóż, nie ma nic piękniejszego od gór. Naprawdę. Trudno mi uwierzyć w to, że ktoś mógłby nigdy ich nie odwiedzić w życiu choć raz. Jeśli do tej pory tego nie zrobiłeś, Drogi Czytelniku, to zrób to najszybciej, jak tylko się da. I ja mimo wszystko najbardziej kocham Tatry. Polskie czy słowackie, są niesamowite. Zimą czy latem, wiosną czy jesienią, zawsze powalają na kolana, a dech zapiera w piersiach. Do tego są wielozadaniowe - latem niezmierzone wędrówki szlakami, zimą sport. Nie twierdzę, że w zimie chodzenie po górach nie jest fajne. Dla mnie chyba jest to jeszcze zbyt niebezpieczne. Nie mam sprzętu, doświadczenia i chyba jednak odwagi. Ale chęci są! Zimą wskakuję na deskę i katuję się do upadłego. Podchodzi to trochę pod masochizm, bo po kilku dniach umieram z bólu każdego skrawka mięśni mego ciała, ale to jeden z tych satysfakcjonujących bóli. Leżysz wieczorem w łóżku i mimo bolączki myślisz sobie, że takie życie ma sens i jest fajnie. I szkoda, że hajsu nie ma na dwa tygodnie w zimie. Tydzień zdecydowanie za szybko zleciał. Pocieszający jest fakt, że następne ferie zimowe za niecałe 11 miesięcy. Dzięki Ci, K., za cierpliwość przez te trzy dni. :) Do zobaczenia zatem!
A jeśli chodzi o powyższe zdjęcie, to nadal ślicznie proszę o klikanie "Lubię to!" pod nim w galerii konkursowej - KLIK. Obecnie idę łeb w łeb z kimś innym w walce o trzecie miejsce. Naprawdę byłoby miło sprawić mamie niespodziankę. Liczę na Was. :)

