Czas zapieprza tak szybko, że nie nadążam zrywać kartek z kalendarza. Prawda jest taka, że nim się obejrzymy, będzie Wigilia. Do czego zmierzam? Nie, nie do tego, że równo dwa tygodnie temu oglądaliśmy w dziesięć osób na jednym łóżku "Dirty Dancing" we francuskiej telewizji. Nawet nie do tego, że była to nasza ostatnia wspólna noc, ale do tego, że:
Czy my nieustannie nie marnujemy czasu, robiąc to, czego nie chcemy robić? Niektórzy się pewnie ze mną zgodzą. Może tu chodzić chociażby o szkołę, jest ona tak jakby naszą "pracą". If you don't like your job, quit. Na nasze nieszczęście skończenie szkoły jest raczej konieczne, jeśli chcemy iść na studia. Przynajmniej ja chcę. Ale ten czas można sobie umilać, posiadając jakieś swoje hobby. Ile razy powtarzałeś sobie, że zaczniesz to robić? Cokolwiek to jest - czytanie książki, rozpoczęcie nauki gry na gitarze, rafting, wrzucanie swoich coverów na YouTube, zawsze to odkładałeś, prawda? Zrób coś dla siebie i podejmij pierwszy, a zarazem najtrudniejszy krok. Wypożycz tę książkę, zapisz się na lekcję, znajdź najbliższą szkołę raftingu, załóż konto na YT. Zdaję sobie też sprawę, że mówię to ja - osoba z największym słomianym zapałem, jaką można znaleźć na terenie tego kontynentu, ale w minionych dniach zdałam sobie sprawę właśnie z tej jednej rzeczy:
życie jest jedno i nie wolno nam go zmarnować.
Nawet sama Tatiana mówiła kilka razy, że "jesteśmy młodzi, jeśli czegoś chcemy, to to róbmy, bo później będzie za późno". Ta kobieta jest mądra i należy jej słuchać.





