Ohh God, co to były za intensywne tygodnie! Podróż do Świnoujścia była dość ciężka pomimo, że zupełnie przypadkiem ominęliśmy końcowe korki, które ciągnęły się kilometrami aż do samej przeprawy promowej na wyspy. Pogoda średniawa, ale nawet to nie przeszkodziło mi w kompletnym spaleniu sobie pleców i ramion. Drugi i ostatni dzień plażowania zaowocował ogromnym bólem i szukaniem na gwałt apteki, bo bez Panthenolu nie szło wytrzymać.
Miasto jak miasto, trochę trącało miejscem wypoczynkowym, ale o 22:00 wszystko cichło, bo Niemiaczki pod osiemdziesiątkę są przyzwyczajeni do wczesnej ciszy nocnej. A że stanowili oni blisko 80 % turystów, to wiadomo... KLIENT NASZ PAN. Jedynie wyciszona dyskoteka na piętrze jakiegoś budynku miała rację bytu w takiej sytuacji. Na promenadzie dużo przeróżnych grajków na harmonii, flecie, grzebieniu, Indianin śpiewający z playbacku, przystojny saksofonista, ale i dziewczyny z Top Toys się znalazły. Powiedziałabym nawet, że to one robiły największą furorę.
Były Międzyzdroje, Dziwnów, Ahlbeck i inne ciekawe miejscowości. Tydzień minął jak z bicza strzelił, ale to nie koniec. Berlin. Kolejna ciężka podróż, bo nieco ponad 200 km pokonaliśmy w przeszło pięć godzin. Wszystko przez to, że wcześniej wspomniana narodowość niemiecka wyruszyła w sobotę do Polski. Dziwić im się? Zarabiają 20 euro na godzinę, to na ich miejscu też bym ściągała do Polski i za piwo płaciła pięć razy taniej. Autostradami, obwodnicami, leśnymi trasami dotarliśmy do prześlicznej dzielnicy Berlina - Konradshöhe. Otoczona lasami, jeziorami i kanałami okolica zupełnie nie przypominała Berlina ze zdjęć, filmów. Tego samego popołudnia wybraliśmy się z ciocią i wujkiem na spacer wzdłuż jeziora. Z jednej strony nadwodnie posiadłości, z drugiej prywatne pomosty odgrodzone kawałkiem siatki i furteczką. Gdzieniegdzie małe kutry, łodzie, wędki.
Następne dwa dni to intensywne zwiedzanie. Najpierw wujek zrobił nam dwugodzinny objazd samochodem, żeby później wysadzić nas w centrum i pozwolić nam zwiedzić wszystko samemu, zrobić dużo zdjęć, przekąsić coś niedaleko Sony Center. Niestety czas nie pozwolił zwiedzić nic innego oprócz flagowych miejsc Berlina - Brama Brandenburska, Alexanderplatz, East Side Gallery, Checkpoint Charlie, Holocaust-Mahnmal, Plac Poczdamski, Urząd Kanclerza Niemiec, Reichstag, Hauptbahnhof, a berlińskie zoo widzieliśmy przejazdem. To były dwa ciężkie dni, ogarnięcie komunikacji miejskiej sprawiło nam tyle frajdy, że sami nie mogliśmy się sobie nadziwić.
Zdjęcia częściowo są już na Facebooku, większość jednak jest jeszcze tylko na dysku komputera. Przy wolnym czasie zarzucę Was tutaj foto sprawozdaniem.
A Wam jak mijają wakacje? :)